Dostrzegam jak każdy mój kolejny oddech zamienia się w delikatny obłoczek pary wodnej. Robi się coraz zimniej, ale ja wciąż stoję na tej przeklętej skoczni i wpatruje się w zeskok. Czekam aż kolejny raz się na nim pojawisz. Nie zwrócisz na mnie uwagi, nigdy tego nie robisz, ale ja chcę tu być. Patrzeć na skoki treningowe - na skupienie na Twojej twarzy, na to jak marszczysz brwi kiedy Ci coś nie wyjdzie. Chcę patrzeć jak cudownie oddajesz się swojej pasji. Zawsze oddajesz się jej cały, wkładasz w skoki 110% bo to jest Twoje życie. A moim życiem jesteś Ty. Jesteś wtedy taki szczęśliwy, wiem, że to kochasz. Kochasz skoki narciarskie i nigdy niczego ani nikogo nie pokochasz miłością większą. Nie znam Cię, ale to wiem. Kto pokochałby mnie ? Nie znasz mnie. Ale ja widzę Ciebie codziennie rano i wieczorem gdy zmierzasz w kierunku skoczni narciarskiej w naszym mieście. Kranj jest spore, ale Ty zawsze idziesz na skocznię. Przecież to jest Twoje życie...
To jest Twój drugi dom. Czasami wracając ze swoich treningów widywałam Cię jak siedziałeś sam pośród rzędów plastkiowych krzesełek i rozkoszowałeś się ciszą. Ale ja już nie trenuję. Za każdym razem przystawałam na chwilę i podziwiałam jak kontemplujesz. Nigdy nie zwróciłeś na mnie uwagi. Jestem przemykającym cieniem, zawsze byłam, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Aż do pewnego dnia. Do dnia w którym pierwszy raz zobaczyłam Ciebie...
Na wspomnienie tego jednego dnia, pół roku temu wciąż czuję ucisk w dołku. Nie wyróżniasz się niczym specjalnym, jesteś zwykłym chłopakiem, ale... No właśnie, jedno ALE i wszystko się zmienia w oka mgnieniu. Każdy kolejny dzień jest inny. Czułam jakby w każdy dzień świeciło słońce i to z podwójną mocą. Wszystko wydawało się nadzwyczajne - kształty jakby wyraźniejsze, zapachy intensywniejsze i kolory ostrzejsze. Ale czas wszystko niszczy. ZAWSZE. Bałam się, zwlekałam. Uczucia powinny brać górę, ale ja zawsze wybieram rozsądek. Dlatego nigdy nawet nie spojrzałam w Twoją stronę gdy byłeś w odległości mniejszej niż 2 metry. To nie jest nieśmiałość, to chorobliwy strach. Czuję wielki niedosyt i jednocześnie karcę się w duchu, że choćby przez myśl przebiega mi fakt, że mogłabym Cię chcieć. Nie można pragnąć kogoś, jeśli jest się przezroczystym...
Kolejny raz jestem na skoczni, tym razem sama. Zupełnie sama. Wpatruję się w obiekt z zachwytem. Z zamyślenia wyrywa mnie szelest gdzieś w okolicy bramki prowadzącej na teren obiektu. Spoglądam w kierunku wejścia, ale nie jestem w stanie rozpoznać postaci, która wślizgnęła się do środka. Gdy intruz jest coraz bliżej, rozpoznaję w nim Ciebie. Zastygam w nagłym przypływie paniki i nie jestem w stanie ruszyć się z miejsca. Wzrok odwracam w kierunku zeskoku i udaję, że nic nie słyszę. Wiem, że nie mogę nic zrobić bo przecież dostrzeżesz każdy mój, nawet najmniejszy ruch. Czuję jak oddech robi mi się coraz bardziej płytki. Mam wrażenie, że jestem antylopą zastygłą w miejscu tuż przed dziką ucieczką. Zbliżasz się, stajesz tuż obok mnie. Wiem, że robisz to intencjonalnie, nie zwracam na Ciebie uwagi. Próbuję nie dopuścić do sytuacji w której musiałabym się odezwać. Cisza wibruje wokół nas, z każdą sekundą jesteś coraz bliżej rozwiązania tego mylącego milczenia. Dlatego w przypływie racjonalnego myślenia - wymijam Cię, nie patrząc nawet w oczy i oddalam się. Przecież i tak nigdy nie byłbyś mój Anze ...
~~~~
Dafuq did I just write ??? Jest to jednopart. Jeśli coś będzie się tu pojawiać, to tylko i wyłącznie takie krótkie historyjki. Irracjonalne wymysły mojej mózgownicy. Także tego zapraszam do czytanka i mam nadzieję, że się spodoba ! :)