Twoje odejście zawsze
jest dokładnie takie samo: słodko – gorzkie. Daje mi wielką ulgę i jednocześnie
sprawia, że nienawidzę Ciebie, siebie i tego co nas łączy. Niszczysz mnie od
środka, tak jakbyś działał według starannie ułożonego planu. Chcę wierzyć, że
go nie posiadasz. Kolejne listopadowe wieczory przemijają w dokładnie taki sam
sposób. Powielam schemat. O godzinie 18:04 pukasz do drzwi mojej kawalerki,
bowiem tyle czasu zajmuje Ci dojście z przystanku autobusowego do bloku numer
9. Przekraczając próg mojego lokum, muskasz od niechcenia moje wargi. Staram
się w jakikolwiek sposób przedłużyć ten pocałunek, nie udaje mi się za każdym
razem. Zdejmujesz buty, kurtkę i czapkę. Wszystkie ubrania są tymi prywatnymi,
ich nawierzchnia nie jest pstrokato ozdobiona naszywkami sponsorów. Wchodzisz
do niewielkiej kuchni i stawiasz na blacie szafki czerwone wino. Ja wyciągam
kieliszki. Ty otwierasz butelkę. Ja nalewam. Ty pijesz. Potem się pieprzymy.
Długo i namiętnie. Dochodzisz niezliczoną ilość razy, ja także. Krzyczę Twoje
imię i za każdym razem kiedy to robię, widzę uśmiech satysfakcji na Twojej
twarzy. Próbuję złapać kontakt wzrokowe, ale moje starania spełzają na niczym.
Chcę odnaleźć w Tobie, cząstkę Ciebie. W moich oczach stają łzy, ale je
powstrzymuję. Zasypiamy obok siebie. Przed świtem wymykasz się z mieszkania.
Nieważne jak, ale miałam Cię na te długie jesienne wieczory. Teraz przyszła
zima i nie będę miała Ciebie wcale, chyba, że na ekranie telewizora. Będziesz
uśmiechać się do mnie i machać radośnie. Będziesz opowiadać w wywiadach o swoim
wspaniałym, skocznym życiu. Nie przyznasz się jak jest naprawdę. Nie powiesz,
że co noc poza sezonem uprawiasz seks z dziewczyną, której imienia nie
pamiętasz, a raczej, nie chcesz pamiętać. Nie powiesz, że miewasz stany
depresyjne. Nie powiesz, że całe Twoje życie to kłamstwo. Po weekendzie w
skocznym cyrku, wrócisz do Niemiec. Wrócisz do mnie - w tej oschłej, wręcz lodowatej
postaci. Zawsze będziesz wracać do mnie, swojego największego sekretu...
poniedziałek, 23 listopada 2015
niedziela, 17 maja 2015
`One last time`
Świat nie sypie mi się z rąk, nie wyrywam włosów z głowy, nie szlocham przeraźliwie głośno. Gdy tylko ujrzałam tę kopertę wiedziałam, że nadeszło to co było nieuniknione. Ta informacja nie uszczęśliwiła mnie, ale nie sprawiła także, że oszalałam. Chyba to okazało się dla mnie jedynym zaskoczeniem - moja reakcja. Przecież to tylko skrawek papieru i wszystkie wspomnienia, które powróciły po tym gdy go ujrzałam nie mialy już kompletnie znaczenia. Wszystko przeminęło. Ale wiedziałam jedno... Ostatniego dnia lipca będę w Monachium i to nie przyniesie nic dobrego.
***
Wieczór jest dżdżysty, wciągam monachijskie powietrze nozdrzami tak jakbym za sekundę miała zostać pozbawiona powietrza. Chyba tak będzie, ale nie za sekundę. Drogę do tego niewielkiego mieszkania w centrum Monachium znam na pamięć. Sprawnie poruszam się po stolicy Bawarii. Dlatego też bez wahania w przeciągu 10 minut docieram na miejsce, czuję spokój. Wiem, że Diany nie będzie. Jest tradycjanolistką, nie pozwoli na to aby cokolwiek zepsuło jutrzejszy dzień. Tej nocy będzie spała u swojej siostry. Naduszam numer 5 na domofonie. Wiem, że otworzysz bez pytania, nigdy nie interesujesz się tym kto dzwoni. Gdy pukam do drzwi, jestem pewna tego co robię. Otwierasz je, a na Twojej twarzy zaczyna malować się zaskoczenie w chwili w której dociera do Ciebie kto stoi tuż przed Tobą. Nie mówisz nic, po prostu obejmujesz i mocno przyciskasz do piersi. Nie wiem czy tego właśnie oczekiwałam, ale niewątpliwie jest to dobry znak. Twoje bladoniebiskie tęczówki wciąż mierzą mnie od stóp do głów i w końcu padają słowa - Już myślałem, że się nie pojawisz ... - na moją twarz wpływa delikatny uśmiech, pamiętasz ... Bez zbędnych grzeczności prowadzisz mnie do salonu, przynosisz butelkę wina i zaczynamy rozmawiać. Ja wiem, że ją kochasz, Ty wiesz, że ja jestem tego świadoma. Rozmawiamy dalej. Kochamy się. Bardzo się kochamy, ale nie jest nam dane. Jak ogień i woda. Dwa żywioły. Próbowaliśmy dokładnie dwanaście razy, nigdy nie wypaliło. Ale to jest prawdziwa miłość. Nie miałam Ci nigdy za złe tego, że poznałeś Dianę, bo dzięki Tobie poznałam Markusa. Ta poplątana sytuacja łączyła się w piękną i na dodatek logiczną całość. Kochaniem było także zezwolenie na odejście. Obydwoje pozwoliliśmy sobie na to bo ta miłość przecież nas spalała. Była jedna umowa. Umowa, która się spełni w przeciągu kilku następnych minut. Ciągniesz mnie w stronę sypialni i wiem, że za chwilę po raz ostatni w życiu spędzimy wspólnie noc, a potem będziemy gadać aż do 6 albo i dłużej. Wstaniemy rano, dostanę buziaka na pożegnanie. Wrócę do Markusa, a Ty już na zawsze wrócisz do Diany ...
***
Diana Schroder i Severin Freund mają przyjemność zaprosić Panią Larissę Schenster na uroczystość zaślubin, która odbędzie się dnia 01 sierpnia 2015 o godzinie 15:00 w Kościele pod wyzwaniem świętego Maurycego w Monachium. Po ceremonii zapraszamy na przyjęce weselne w Restauracji Rozmaryn przy Freisetzungstrasse 55
czwartek, 26 marca 2015
`Help, I have lost myself again`
Spoglądam na oblane słońcem miasto, przyroda krzyczy z radości, ponieważ znów budzi się do życia, ale ja w środku ponownie umarłam. Kubek parującej herbaty stoi na parapecie, który niegdyś dostałam od Ciebie. Zostań przy mnie krzyczą moje myśli, ale przecież Ty już mnie zostawiłeś. To już dawno był koniec. Nie wrócisz. Nie wrócę też ja, bo bez Ciebie nie potrafię odnaleźć drogi powrotnej do samej siebie. Jedna godzina zniszczyła wszystko doszczętnie. Wszystko co miałam, czyli Ciebie ...
- Czy Ty do reszty oszalałaś ? Pieprzyłaś się z moim najlepszym przyjacielem ? Co Ci odbiło ? - czujesz jak się kurczysz w sobie i nie możesz już swobodnie oddychać. Masz wrażenie, że całe powietrze uleciało z pomieszczenia w którym się znajdujecie. Chłopak wlepia w Ciebie brązowe tęczówki, ale one nie są wypełnione furią, tylko żalem i bezradnością. Dostrzegasz jak po jego twarzy zaczynają ściekać pojedyncze łzy, ale wiesz, że nie możesz chociażby spróbować ich otrzeć, nie pozwoli Ci na to. Zaczynasz się trząść, całe Twoja uwaga skupia się na nim, ale jednocześnie odlatujesz myślami w zupełnie inne miejsca. Historia lubi się powtarzać ... Skoczek wciąż spogląda na Ciebie, jest bezradny. Widzisz jak walczy sam ze sobą, jak bardzo próbuje się powstrzymać przed tym żeby po prostu wziąć Cię w ramiona. Wrócił dopiero ze zgrupowania, było udane. W końcu uzyskał szansę na to żeby wystartować w zawodach Pucharu Świata a Ty wszystko dokumentnie spieprzyłaś. Przez dłuższą chwilę jeszcze milczycie oboje, aż nagle on wstaje i zaczyna krzyczeć - Idź stąd ! Nie chcę na Ciebie patrzeć ! Nie chcę o Tobie myśleć ! Nie chce mieć z Tobą nic wspólnego ! Brzydzę się Tobą i Twoim zachowaniem - ociera łzy a jego oczy płoną wściekłością - Nigdy więcej nie chcę Cię widzieć ! A jeśli kiedykolwiek się jeszcze spotkamy to masz się do mnie nie odzywać, nawet nie spoglądaj w moją stronę. To jest koniec. K O N I E C ! - każde jego słowo wbija się w Twoje serce jak szytlet, zaczynasz głośno szlochać, ale on na to nie reaguje. Odwraca się na pięcie i wychodzi z pokoju. Zostałaś powietrzem, nic nie znaczącym pyłkiem kurzu. To naprawdę koniec, on już nie wróci
- Ten młody skoczek z Niemiec stawia pierwsze kroki w Pucharze Świata - słyszysz głos komentatora, od razu zwracasz uwagę na ekran. Widzisz jak odpycha się od belki, jak sunie po najeździe, wybija się z progu i nagle ... Nagle cały Twój świat rozpada się na kawałeczki. Wydaje Ci się, że to co widzisz wydarza się w zwolnionym tempie. Masz wrażenie, że jego sylwetka lecąca po zeskoku niczym bezwładna marionetka jest po prostu wytworem Twojej wyobraźni. Nie jest. Już za chwilę znajduje się przy nim kilku ratowników medycznych i kadrowy lekarz. A on leży. Przekładają go na nosze, zaczyna się ruszać, łapie się za lewą rękę. Charakterystycznie wykrzywia twarz w grymasie, medycy usztywniają mu kręgosłup. Zostaje zniesiony na noszach z zeskoku, macha prawą dłonią do kibiców. Dopiero po tym wszystkim czujesz, że po Twojej twarzy spływają strumienie łez, nie umiesz się uspokoić. Masz wrażenie, że Twoja głowa zaraz eksploduje od nadmiaru myśli i emocji. Nie możesz się powstrzymać przed tym żeby zadzwonić, ale wiesz, że nie możesz. Próbujesz dowiedzieć się czegokolwiek.
- Nie powinnaś tutaj przyjeżdżać - szepcze Ci swoim szorstkim głosem do ucha, jednocześnie obejmując Cię mocno w pasie. Czujesz jak Twój żołądek wykonuje niebezpieczny przewrót i wiesz, że to jest To. Bo tylko z nim czujesz się tak wyjątkowo. Tańczycie, oddajecie się muzcye i wiecie, że każdy Was obserwuje. Chcesz protestować, ale nie potrafisz bo próbujesz wykorzystać każdą chwilę z nim, wycisnąć z niej jak najwięcej. Obydwoje jesteście pijani, wiesz o tym. Znasz go aż za dobrze, on Ciebie też. Ulegasz mu jak zawsze, nigdy nie potrafiłaś mu się oprzeć. W końcu ciągnie Cię za sobą, wychodzicie z klubu. Idziecie prosto jego hotelowego pokoju. Oddajesz się mu bez żadnych oporów. On obyspuje Twoje ciało milionami pocałunków. Czuje się tak jak kiedyś i nie chcesz tego przerywać. Chcesz żeby to trwało w nieskończoność, gdy ostatecznie wchodzi w Ciebie jednym zdecydowanym ruchem, jęczysz głośno z nadmiaru rozkoszy. Nie potrafisz już dłużej się powstrzymać przed okazywaniem jak bardzo brakowało Ci tego co właśnie się wydarzyło. Spoglądasz wprost w jego brązowo - zielone oczy i szepczesz cicho, jakby bezradnie Tęskniłam za Tobą ... On nie odpowiada, zamyka Twoje usta kolejnym pocałunkiem. Kiedy jest już po wszystkim, on wstaje i mówi - Myślę, że powinnaś już wyjść ...
To wszystko już nigdy nie wróci, żadna z tych pojedynczych pięknych chwil, jedyne co pozostało to setki pięknych wspomnień, których chciałoby się nie mieć. Pozostał ból, rany nie do zalepienia i całe nie przespane noce. Nigdy. Już nigdy się nie odnajdę ...
~~~
what the fuck
niedziela, 15 marca 2015
`This is what it feels like ...`
Czy pamiętasz jeszcze o mnie ? Czy pamiętasz jeszcze o nas ? A może nieudolnie starasz się zapomnieć przed pójściem spać ? Dokładnie tak samo jak ja... Może coś w tym jest. W tej wszechogarniającej, pokręconej teorii wszechświata. Wydaje się nam, że wiemy wszystko a tak naprawdę nie wiemy nic. Nigdy nie wątpiłam w to co nas łączy, ale nasza historia potoczyła się zupełnie inaczej. Uzupełnialiśmy się pod każdy względem, ale to nie wystarczyło aby przetrwać. Tak naprawdę nie wiem kiedy wszystko się zepsuło. Nie wiem kiedy się rozeszliśmy. Nie wiem kiedy nasze uczucia odleciały w niebyt. Wszystko co nas łączyło przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, ale tylko w tym realnym świecie. Coś, jakaś nutka niepokoju w sercu nie pozwalała mi o Tobie zapomnieć. A może to tylko i wyłącznie sentyment ? Nigdy nie pozwolę Ci odejść - powiedziałam gdy ostatni raz się widzieliśmy. Myślisz, że kłamałam bo nie widzieliśmy się od dwóch lat. Ale przecież Ty nie odszedłeś, wciąż tu jesteś. Przycupnąłeś w tej malutkiej części mojego poobijanego serca i nie chcesz jej opuścić. Kiedyś się kochaliśmy. To było szaleństwo. To była gra. Jednak wszystko traci znaczenie wobec prozy życia, która musiała nadejść. Obłąkanie w miłości nie wystarczy, szczególnie gdy ta miłość jest toksyczna.
A nasza była ...
Nie mogę przestać o Tobie rozmyślać bo przecież to właśnie toksyczne miłości sprawiają, że tracisz kontrolę nad wszystkim co Cię otacza. Chyba nie potrafię bez Ciebie żyć, ale przecież doskonale sobie radzę. Studiuję wymarzony kierunek, pracuję dorywczo i spotykam się z przyjaciółmi. Niczego mi nie brakuje. Mimo wszystko brakuje mi Ciebie. Nasza miłość była niezdrowa, ale nigdy nie wariowałam bez Ciebie ani z Tobą. Nigdy nie płakałam z zazdrości, można by rzec, że byłeś mi obojętny. To chyba tak wygląda. A może to właśnie o to chodzi ? Miłość to ten wewnętrzny spokój. Połączenie dwóch przeciwnych żywiołów daje nam wynik zerowy. A jednak, ten żar wciąż się tli gdzieś wewnątrz mnie...
Czym jest wszystko kiedy tak naprawdę nie masz nic ?
Widzę jak dobrze sobie radzisz, jak każdy kolejny skok prowadzi Cię ku drodze na szczyt. Obserwuję każdy wzlot i upadek. Układasz cegiełkę po cegiełce. Dochodzisz do perfekcji. Budzisz zachwyt tysięcy kibiców. Jesteś niczym Martin Schmitt albo Adam Małysz. Najpierw szereg miejsc na podium, potem medale w Falun, szereg zwycięstw w Skandynawii. Pozostało tylko nałożyć wisienkę na szczyt tortu w Planicy. Wierzę bardzo mocno w Twój sukces. Wiem, że zwyciężysz. Pracowałeś na to wszystko latami w pocie czoła. Pracowałeś na te osiągnięcia kosztem wielu wyrzeczeń. Kosztem nas ?
Wspiąłeś się na szczyt a mi nie pozostało już nic ...
~~~
No cóż, tak jakoś wyszło mi spod ręki, I guess. Moje feelsy mnie przerastają !
niedziela, 22 lutego 2015
`Oh, how I wish that you were mine ...`
Dostrzegam jak każdy mój kolejny oddech zamienia się w delikatny obłoczek pary wodnej. Robi się coraz zimniej, ale ja wciąż stoję na tej przeklętej skoczni i wpatruje się w zeskok. Czekam aż kolejny raz się na nim pojawisz. Nie zwrócisz na mnie uwagi, nigdy tego nie robisz, ale ja chcę tu być. Patrzeć na skoki treningowe - na skupienie na Twojej twarzy, na to jak marszczysz brwi kiedy Ci coś nie wyjdzie. Chcę patrzeć jak cudownie oddajesz się swojej pasji. Zawsze oddajesz się jej cały, wkładasz w skoki 110% bo to jest Twoje życie. A moim życiem jesteś Ty. Jesteś wtedy taki szczęśliwy, wiem, że to kochasz. Kochasz skoki narciarskie i nigdy niczego ani nikogo nie pokochasz miłością większą. Nie znam Cię, ale to wiem. Kto pokochałby mnie ? Nie znasz mnie. Ale ja widzę Ciebie codziennie rano i wieczorem gdy zmierzasz w kierunku skoczni narciarskiej w naszym mieście. Kranj jest spore, ale Ty zawsze idziesz na skocznię. Przecież to jest Twoje życie...
To jest Twój drugi dom. Czasami wracając ze swoich treningów widywałam Cię jak siedziałeś sam pośród rzędów plastkiowych krzesełek i rozkoszowałeś się ciszą. Ale ja już nie trenuję. Za każdym razem przystawałam na chwilę i podziwiałam jak kontemplujesz. Nigdy nie zwróciłeś na mnie uwagi. Jestem przemykającym cieniem, zawsze byłam, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Aż do pewnego dnia. Do dnia w którym pierwszy raz zobaczyłam Ciebie...
Na wspomnienie tego jednego dnia, pół roku temu wciąż czuję ucisk w dołku. Nie wyróżniasz się niczym specjalnym, jesteś zwykłym chłopakiem, ale... No właśnie, jedno ALE i wszystko się zmienia w oka mgnieniu. Każdy kolejny dzień jest inny. Czułam jakby w każdy dzień świeciło słońce i to z podwójną mocą. Wszystko wydawało się nadzwyczajne - kształty jakby wyraźniejsze, zapachy intensywniejsze i kolory ostrzejsze. Ale czas wszystko niszczy. ZAWSZE. Bałam się, zwlekałam. Uczucia powinny brać górę, ale ja zawsze wybieram rozsądek. Dlatego nigdy nawet nie spojrzałam w Twoją stronę gdy byłeś w odległości mniejszej niż 2 metry. To nie jest nieśmiałość, to chorobliwy strach. Czuję wielki niedosyt i jednocześnie karcę się w duchu, że choćby przez myśl przebiega mi fakt, że mogłabym Cię chcieć. Nie można pragnąć kogoś, jeśli jest się przezroczystym...
Kolejny raz jestem na skoczni, tym razem sama. Zupełnie sama. Wpatruję się w obiekt z zachwytem. Z zamyślenia wyrywa mnie szelest gdzieś w okolicy bramki prowadzącej na teren obiektu. Spoglądam w kierunku wejścia, ale nie jestem w stanie rozpoznać postaci, która wślizgnęła się do środka. Gdy intruz jest coraz bliżej, rozpoznaję w nim Ciebie. Zastygam w nagłym przypływie paniki i nie jestem w stanie ruszyć się z miejsca. Wzrok odwracam w kierunku zeskoku i udaję, że nic nie słyszę. Wiem, że nie mogę nic zrobić bo przecież dostrzeżesz każdy mój, nawet najmniejszy ruch. Czuję jak oddech robi mi się coraz bardziej płytki. Mam wrażenie, że jestem antylopą zastygłą w miejscu tuż przed dziką ucieczką. Zbliżasz się, stajesz tuż obok mnie. Wiem, że robisz to intencjonalnie, nie zwracam na Ciebie uwagi. Próbuję nie dopuścić do sytuacji w której musiałabym się odezwać. Cisza wibruje wokół nas, z każdą sekundą jesteś coraz bliżej rozwiązania tego mylącego milczenia. Dlatego w przypływie racjonalnego myślenia - wymijam Cię, nie patrząc nawet w oczy i oddalam się. Przecież i tak nigdy nie byłbyś mój Anze ...
~~~~
Dafuq did I just write ??? Jest to jednopart. Jeśli coś będzie się tu pojawiać, to tylko i wyłącznie takie krótkie historyjki. Irracjonalne wymysły mojej mózgownicy. Także tego zapraszam do czytanka i mam nadzieję, że się spodoba ! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)